Ostatni raz meble przez neta

Ostatni raz meble przez neta

23 października postanowiłam zamówić ławę w stylu japońskim, która miała idealnie pasować do mojego salonu.

Tydzień później zadzwoniła do mnie pani z obsługi, proponując dostawę do domu w piątek, w godzinach między 11, a 14. Czyli dokładnie wtedy, kiedy pracuję i nie bardzo mogę wyjść i jechać na drugi koniec miasta w celu odebrania przesyłki.

Zapytałam, czy dałoby się przełożyć dostawę na późniejszą godzinę. Nie dałoby się.

23 października postanowiłam zamówić ławę w stylu japońskim, która miała idealnie pasować do mojego salonu. Tydzień później zadzwoniła do mnie pani z obsługi, proponując dostawę do domu w piątek, w godzinach między 11, a 14. Czyli dokładnie wtedy, kiedy pracuję i nie bardzo mogę wyjść i jechać na drugi koniec miasta w celu odebrania przesyłki. Zapytałam, czy dałoby się przełożyć dostawę na późniejszą godzinę. Nie dałoby się. Zapytałam, czy w takim razie można zmienić adres dostawy, na adres mojej pracy. Wtedy odbiorę ją na spokojnie i na własną rękę zawiozę do domu. Tak, adres można zmienić, ale przesunie to termin...
Szaleństwo Günthera

Szaleństwo Günthera

– Nareszcie wiem! – wykrzyknął nagle Günther uderzając dłonią zaciśniętą w pięść o stół. Jego żona podskoczyła na krześle. Kawałek pieczeni, który przed chwilą nadziała na widelec spadł z powrotem na talerz.

– Więc może wreszcie mi powiesz – odrzekła, nie ukrywając irytacji. Od kilku tygodni Günther zachowywał się dziwnie. Cały czas mówił o ścigających go i próbujących zabić ‘ich’, jednak jakoś nie kwapił się z wyjaśnieniem kim byli ‘oni’. O niczym innym nie chciał rozmawiać. Birgit miała tego dość.

Nareszcie wiem! - wykrzyknął nagle Günther uderzając dłonią zaciśniętą w pięść o stół. Jego żona podskoczyła na krześle. Kawałek pieczeni, który przed chwilą nadziała na widelec spadł z powrotem na talerz. - Więc może wreszcie mi powiesz - odrzekła, nie ukrywając irytacji. Od kilku tygodni Günther zachowywał się dziwnie. Cały czas mówił o ścigających go i próbujących zabić 'ich', jednak jakoś nie kwapił się z wyjaśnieniem kim byli 'oni'. O niczym innym nie chciał rozmawiać. Brigit miała tego dość. Günther nie zwrócił na nią uwagi. Zachowywał się jak w malignie. Napisał kilka słów na strzępku papieru. Nie wydawał się jednak...
Najgorsza delegacja ever

Najgorsza delegacja ever

Miałam kiedyś takiego bardzo niesympatycznego szefa, nazwijmy go Gadzi Ryj, bo z twarzy przypominał jaszczurkę z zatwardzeniem. I on powiedział: Lecisz w delegację.

Niby etat w hamulcach dostałam miesiąc temu. Niby była to moja pierwsza praca. Niby byłam nowa w branży, po niekoniecznie pasującym kierunku. Niby nie dostałam żadnego szkolenia. Ale Gadzi Ryj powiedział, że przecież jestem inżynierem i mam wszystko rozumieć. A jak nie rozumiem to mam sobie czytać dokumentację i zrozumiem. A jak nie zrozumiem to widać do niczego się nie nadaję.

Miałam kiedyś takiego bardzo niesympatycznego szefa, nazwijmy go Gadzi Ryj, bo z twarzy przypominał jaszczurkę z zatwardzeniem. I on powiedział: Lecisz w delegację. Niby etat w hamulcach dostałam miesiąc temu. Niby była to moja pierwsza praca. Niby byłam nowa w branży, po niekoniecznie pasującym kierunku. Niby nie dostałam żadnego szkolenia. Ale Gadzi Ryj powiedział, że przecież jestem inżynierem i mam wszystko rozumieć. A jak nie rozumiem to mam sobie czytać dokumentację i zrozumiem. A jak nie zrozumiem to widać do niczego się nie nadaję. Niby to nie był mój projekt i dostałam go po koledze. Nigdy też nie rozmawiałam z...
Kontrola domofonu

Kontrola domofonu

Trr trr. Trr trr. Trr trr.

Cholerny domofon.

Nie miałam szczęścia do domofonów. Kiedy byłam dzieciakiem rodzice zawsze kazali mi go odbierać. W końcu byłam najmłodsza. A później jak mój młodszy brat był najmłodszy to był za młody, żeby odbierać domofon, więc dalej robiłam to ja.

Trr trr. Trr trr. Trr trr. Cholerny domofon. Nie miałam szczęścia do domofonów. Kiedy byłam dzieciakiem rodzice zawsze kazali mi go odbierać. W końcu byłam najmłodsza. A później jak mój młodszy brat był najmłodszy to był za młody, żeby odbierać domofon, więc dalej robiłam to ja.  I zawsze napatoczył się ktoś dziwaczny. Albo Jehowi, ględzący o końcu świata. Albo koledzy taty chcieli na niego poczekać i trzeba im było robić kawę i oglądać zdjęcia ich najzdolniejszych na świecie dzieci. Albo ktoś chciał pieniędzy za najnowszej generacji odkurzacz, który na domiar złego zamierzał mi w tej właśnie chwili zaprezentować. Albo ktoś...
Przebłysk geniuszu

Przebłysk geniuszu

Franz nie był typowym żakiem. Franz nie był typowym żakiem. Nie miał zamiłowania do pijaństwa, nie znosił burd, nie grał w karty, ani w kości. Hasło “na Szwaba!” budziło w nim tyle emocji co wieczorne nabożeństwo w kobietach o wątpliwej moralności, z którymi Franz nawiasem mówiąc również nie miał nic wspólnego. Mieszkał z mamą, która często przychodziła po niego, kiedy kończył nauki. Na Uniwersytecie. A studiował również nietypowo, bo po to właściwie, żeby się czegoś nauczyć.

Powiedzmy sobie szczerze – Franz był strasznym nudziarzem.

Franz nie był typowym żakiem. Nie miał zamiłowania do pijaństwa, nie znosił burd, nie grał w karty, ani w kości. Hasło "na Szwaba!" budziło w nim tyle emocji co wieczorne nabożeństwo w kobietach o wątpliwej moralności, z którymi Franz nawiasem mówiąc również nie miał nic wspólnego. Mieszkał z mamą, która często przychodziła po niego, kiedy kończył nauki. Na Uniwersytecie. A studiował również nietypowo, bo po to właściwie, żeby się czegoś nauczyć. Powiedzmy sobie szczerze – Franz był strasznym nudziarzem. Franz przemierzał ulicę Złotniczą. Zwykle szedł tędy zmierzając w stronę kamieniczki pod numerem dwunastym. To tam każdego wieczora uczył się od...