Miesiąc: styczeń 2021

ten straszny pociąg z woodstocku

Przepraszam, tu jest wolne? – krzyknęłam w biegu.

Łysy chłopak bez zęba skinął głową. Cała zlana potem usiadłam na czerwone, pkp-owskie, skóropodobne siedzenie, do którego natychmiast się przylepiłam. Ludzie dalej szukali miejsc. A przy tym biegali w tę i z powrotem, przepychali się łokciami, wrzeszczeli, niektórzy nawet walecznie kąsali się po rękach. 

Dziesięć sekund później nie było już ani skrawka miejsca na siedzeniach (oprócz jednego, które zajmował wielką łapą łysy chłopak bez zęba), więc ludzie zaczęli bić się o te zajęte na korytarzu.

Konduktor dał znak do odjazdu. Łysy chłopak bez zęba krzyknął do ludzi okupujących przejście, żeby przepuścili jego kolegę, bo on ma dla niego miejsce. Ludzie okupujący przejście krzyknęli, że nigdzie nikogo nie puszczą, bo i tak się nie przepchnie.

Nie mieli racji – przepchnął się. Co prawda nadepnął na kilka rąk i obił glanami parę nosów, ale po chwili dumnie usiadł na przygotowanym dla niego miejscu naprzeciwko mnie. Kolega łysego chłopaka bez zęba miał długie włosy i również nie miał zęba.

Pociąg powoli toczył się po torach. Jakiś chłopak z peronu wrzasnął, że musi jechać tym pociągiem. Długowłosy chłopak bez zęba powiedział, żeby wskakiwał przez okno. Chłopak z peronu chwycił niską dziewczynę i wcisnął ją lufcikiem. Długowłosy chłopak bez zęba wciągnął ją do środka. Chłopak zaczął wspinać się sam. Ludzie w wagonie krzyczeli, żeby zamknąć okno, bo już nie ma miejsca, po czym weszły jeszcze trzy osoby. 

Ledwo wychwytywałam kończące się resztki tlenu. Wszystko było mokre, a w powietrzu unosił się zapach spoconego metala. Na czteroosobowych miejscach siedzieliśmy w dwanaście osób. Na oparciach, na kolanach, na głowach.

Ruszyliśmy na dobre. Chłodne powietrze uderzyło mnie w twarz. Odetchnęłam. Wszyscy we względnej ciszy łapaliśmy powietrze, robiąc zapas na postój na następnej stacji.

Długowłosy chłopak o twarzy Indianina, siedzący na plecaku tuż obok mnie chrząknął donośnie. Zwróciliśmy głowy w jego stronę, a on uśmiechnął się chytrze.

– Pewnie zastanawiacie się po co was tu zebrałem.

Jako, że nigdy tego nie wyjaśnił zastanawiam się do dzisiaj.

bailey’s i karton wina

Nic się pani nie stało? – zapytał mężczyzna, podchodząc do rozbitego samochodu. Za kierownicą siedziała młoda dziewczyna. Trzęsła się. Trochę z zimna, trochę ze strachu. Mężczyznę uderzył odór alkoholu, wydobywający się z wnętrza auta.

– N-n-nie… nie, nic mi nie jest dziękuję.

– Całe szczęście, zaraz zadzwonię na policję.

– Nie błagam, NIE – krzyknęła spanikowana. Zaraz jednak zmieniła ton głosu na spokojniejszy – Nie trzeba. Już wezwałam pomoc drogową.

Mężczyzna pokiwał głową, ale tylko udawał, że jej wierzy. Przecież w tym miejscu nie było zasięgu. Pożegnał się z dziewczyną, wrócił do domu i wykręcił 911.

rozbite auta.

Maura Murray urodziła się 4 maja 1982 roku jako czwarte dziecko Freda i Laurie Murray. Mimo, że jej rodzice rozwiedli się, kiedy dziewczynka miała sześć lat, jej wychowanie opierało się na konserwatywnych, irlandzko – katolickich fundamentach.

Dziewczyna przed lwią część swojego życia zmagała się z bulimią. Niestety, w rodzinie nie mogła znaleźć wsparcia.

– Nie rozumiem po co to jesz – naśmiewały się z niej siostry – I tak zaraz wszystko wyrzygasz.

Maura od najmłodszych lat miała zacięcie sportowe – biegała w szkolnej reprezentacji, co sprawiało radość jej ojcu.

Kiedy ukończyła liceum została przyjęta do prestiżowej szkoły West Point w Nowym Jorku, gdzie studiowała inżynierię chemiczną. Tam poznała swojego chłopaka, Billy’ego Rauscha. Mimo, że była dobrą uczennicą nie stroniła od kłopotów. Pewnego razu otrzymała naganę za kradzież kosmetyków wartych pięć dolarów.

Maura nie wytrzymała szkoły życia, jakim było West Point, a być może chciała uniknąć usunięcia ze szkoły za kradzież. W każdym razie po trzech semestrach przeniosła się na Uniwersytet Massachusetts w Amherst do szkoły pielęgniarskiej. Ona i Billy zdecydowali, że pozostaną w związku na odległość. Żadne z nich nie było święte, oboje mieli kogoś na boku.

Na UMass dziewczyna znów zadarła z prawem, przez kilka dni zamawiając jedzenie na numer karty kredytowej skradziony jednemu z kolegów. Dostała za to wyrok trzech miesięcy w zawieszeniu, który za dobre sprawowanie miał zostać wykreślony z jej akt w przyszłości.

Maura dorabiała sobie pilnując recepcji na kampusie, przeważnie w godzinach nocnych.

5 lutego podczas swojej zmiany otrzymała dwa telefony. Pierwszy z nich o 22:40 był od jej siostry Kathleen. Ponoć rozmawiały głównie o kłopotach Kathleen z narzeczonym.

O 1 w nocy dziewczyna połączyła się z numerem prywatnym. Około 1:20 wróciła jej przełożona i zastała dziewczynę kompletnie rozbitą i przerażoną. 

– Moja siostra – tylko to Maura potrafiła z siebie wydusić.

Przełożona odesłała ją do pokoju w akademiku, jednak nie chciała, żeby dziewczyna została w takim stanie sama. Maura zapewniła ją, że zajmie się nią współlokatorka. Było to kłamstwem, ponieważ dziewczyna mieszkała sama.

Co ciekawe trzydzieści minut przed pojawieniem się przełożonej dziewczyny, czyli dziesięć minut przed anonimowym telefonem na kampusie zdarzył się wypadek. Ktoś uderzył w ucznia Petrita Vasi’ego, powodując u niego ciężkie obrażenia głowy, których skutki towarzyszą mu po dziś dzień. Istnieje teoria, która mówi, że Maura miała coś wspólnego z wypadkiem, jednak nie istnieją żadne wskazujące na to dowody.

7 lutego 2004 roku do Amherst przyjechał ojciec Maury z zamiarem zakupu dla niej nowego auta. Pojechali razem oglądać używane samochody. Później udali się na obiad wraz z przyjaciółką dziewczyny, Kate.

Po obiedzie Fred podrzucił dziewczyny do sklepu z alkoholem, a później pojechali do motelu Quality Inn, gdzie nocował. Pozwolił Maurze pożyczyć swoją nową Toyotę Corollę, aby mogła wraz z koleżanką pojechać na imprezę do akademika. Było to około godziny 22:30. 

Po imprezie Maura miała wrócić do swojego pokoju w akademiku, jednak tak się nie stało. Domówkę opuściła o 2:30. Niektórzy twierdzą, że wyszła z mężczyzną, inni mówią, że sama. Pojechała w stronę motelu, gdzie przebywał jej ojciec, aby oddać mu samochód. Po drodze spowodowała kolizję na Route 9 w Hadley, w wyniku której samochód został doszczętnie zniszczony. Nie jest pewne, czy Maura została poddana testom na trzeźwość. Policjant spisał zdarzenie i odwiózł Maurę do Quality Inn.

Fred twierdzi, że nie wiedział, że Maura przyjechała do motelu. O 4:45 Maura wykonała z jego telefonu połączenie do Billy’ego, chcąc opowiedzieć mu o rozbitym samochodzie.

W niedzielę Fred wypożyczył samochód, podrzucił Maurę z powrotem na kampus i sam ruszył do domu do Connecticut. Ustalili, że o rozbitym samochodzie i odszkodowaniu porozmawiają na spokojnie w poniedziałek wieczór. Dziewczyna miała do tego czasu załatwić formularze powypadkowe, które razem mieli wypełnić.

9 lutego, dzień zaginięcia.

12:00 – Maura wyszukuje mapę z drogą prowadzącą do Berkshires i Burlington w Vermoncie. 

13:00 – Maura pisze e-maila do Billy’ego: ‘Przepraszam, że nie odbierałam telefonu, ani nie odpisywałam na sms-y, nie miała ochoty z nikim rozmawiać. Zadzwonię później.’

13:08 Maura dzwoni do New Hampshire Condo Association w sprawie rezerwacji pokoju w Bartlett, gdzie wcześniej miała zwyczaj jeździć z rodziną. Pokoju nie udaje jej się zarezerwować. 

13:13 – Maura dzwoni do znajomego ze studiów, treść rozmowy nie jest znana

13:24 – Maura pisze e-maila do swojego szkolnego przełożonego, zawiadamiając, że z uwagi na ‘nagłą śmierć w rodzinie’ nie pojawi się na zajęciach przez tydzień. Później okazuje się, że żadnej śmierci w rodzinie nie było.

13:40 – Maura dzwoni do Vermont, sprawdzając informacje na temat hoteli w Stowe. Pakuje wszystkie swoje rzeczy do pudeł, łącznie z obrazami i zdjęciami ze ścian. Część z nich zabiera ze sobą do samochodu, między innymi swoje zeszyty i tabletki antykoncepcyjne. Wśród rzeczy pozostawionych w pokoju znajduje się wydrukowany rozpaczliwy e-mail do Billy’ego wytykający mu zdradę.

14:00 – Maura dzwoni do Billy’ego, nagrywając mu się na sekretarkę: ‘Porozmawiamy później’.

15:30 – Maura wyjeżdża z akademika swoim Saturnem z roku 1995. 

15:40 – Maura zatrzymuje się przy bankomacie i wybiera z niego 280$. 40$ wydaje w pobliskim sklepie na alkohol, między innymi Bailey’s Irish Cream, Kahlua, wódkę i karton wina Franzia. Nagranie z obu kamer potwierdza, że była wtedy sama.

16/17 – Maura opuszcza Amherst zmierzając na północ na drogę międzystanową nr 19 do Vermont. Wycieczka wygląda na spontaniczną, ponieważ nikomu się z niej nie zwierzyła.

19:30 – kierowca autobusu zauważa samochód rozbity o drzewo. Za kierownicą siedzi Maura.. Mężczyzna chce wezwać policję, jednak Maura powstrzymuje go, twierdząc, że już zadzwoniła po pomoc drogową. Jest to kolejne kłamstwo Maury, pomoc drogowa nie odnotowała połączenia o tym zdarzeniu. Mężczyzna przeczuwa, że dziewczyna mija się z prawdą, ponieważ w tym miejscu nie było zasięgu. Wraca więc do domu i zadzwonił na 911. Kiedy wrócił na miejsce dziewczyny już nie było. Zdarzenie widzi również kobieta mieszkająca po sąsiedzku. Usłyszała wypadek i przybiegła do okna zobaczyć, co się stało. Ujrzała samochód i miała wrażenie, że na miejscu pasażera ktoś siedzi, paląc papierosa. Kobieta również dzwoni na policję.

19:46 – oficer z Haverhill przyjeżdża na miejsce zdarzenia. Zastaje tam jedynie opuszczony samochód. Wnętrze samochodu jest zabałaganione i oblane winem. Całe auto cuchnie. Znajduje tam kartę pomocy drogowej z nazwiskiem Maury, mapę do Burlington w Vermont, ulubioną maskotkę dziewczyny oraz książkę ‘Not without peril – 150 years of Misadventure on the Presidential Range of New Hampshire’, opowiadającej o samotnej wyprawie w góry. W rurze wydechowej znajdowała się szmata. Niestety po Maurze nie ma śladu. Zniknęło również kilka butelek zakupionego alkoholu.

20:30 – mężczyzna wracający do domu z pracy zauważa młodą osobę na Route 112. Było to 4 – 5 mili od miejsca wypadku. Ta informacja dotarła jednak do policji dopiero trzy miesiące po wypadku.

śledztwo.

Fred Murray, odsłuchawszy sekretarkę w swoim telefonie dowiedział się o zaginięciu córki, oraz o znalezieniu jej samochodu. Kiedy zadzwonił na posterunek policji, dowiedział się, że jeśli dziewczyna nie zostanie odnaleziona do następnego poranka, rozpoczną oficjalne poszukiwanie. Nie było to pocieszające, szczególnie z uwagi na to, że temperatura wahała się wtedy od trzech stopni Celsjusza w dzień do minus siedmiu w nocy.

W czasie zaginięcia Maury, jej chłopak Billy Rausch otrzymał dziwny telefon. Myślał, że to Maura szlocha do słuchawki. Później okazało się jednak, że telefon był zarejestrowany na Czerwony Krzyż. Do dzisiaj nie wiadomo kto i dlaczego wykonał telefon,

Śledztwo zostało otwarte następnego dnia. Włączyło się w nie również FBI. Fred bardzo chciał zobaczyć auto córki, jednak nie dostał na to pozwolenia. Powiedział więc policji, że Maura włożyła szmatę w rurę wydechową za jego radą. Ponoć miało to poprawić działanie starego samochodu.

Ojciec Maury wziął udział w CNN’s American Morning, prosząc o jakiekolwiek informacje na temat córki. Później wystąpił również w Montel Williams Show, który to program miał milionową oglądalność. Niestety, żadne z tych działań nie przyniosło żadnego rezultatu.

Psy tropiące złapały trop Maury około 100 yardów od porzuconego samochodu, jednak zapach nagle urywał się w nic nie znaczącym miejscu. W każdy weekend Fred wracał do Haverhill i na własną rękę szukał Maury, dopóki policja nie poinformowała go o oficjalnych zażaleniach zgłaszanych na niego przez mieszkańców.

Nie wiadomo co tak naprawdę stało się z Maurą. Bardzo popularna jest teoria jakoby dziewczyna uciekła i zaczęła nowe życie gdzie indziej, przykładowo w Kanadzie. Ludzie twierdzą też, że zamarzła, została zamordowana, lub popełniła samobójstwo w gęstych lasach Massachusetts. Najpopularniejsza jest jednak opinia, że Maura wsiadła do samochodu kogoś znajomego, lub mieszkańca, który zaproponował, że podrzuci ją do celu jej podróży. To wyjaśniałoby dlaczego psy nagle straciły trop.

Starsza siostra Maury Julie twierdzi, że rozmawiała z dziewczyną tuż przed zaginięciem. Rozmawiały wtedy o jej zbliżającej się wycieczce na plażę Myrtle w czasie przerwy wiosennej, co miałoby wykluczyć samobójstwo. Na pytanie dlaczego mogłaby pojechać tamtego dnia do Vermont, Julie odrzekła

– Być może chciała pobyć chwilę sama, oczyścić głowę… Ale to dziwne, że pojechała tam sama.

Ojciec Maury Fred sądzi, że dziewczynie przydarzyło się coś złego. Twierdzi, że ktoś musiał porwać ją z drogi w nocy i zabić. Ma wrażenie, że Maura chciała wyjechać, ponieważ coś trapiło ją w tamtym czasie.

8 lutego 2012 roku youtuber o nazwie 112dirtbag zaczął wrzucać niepokojące filmiki. Jeden z filmików ukazywał śmiejącego się maniakalnie mężczyznę z podpisem ‘Happy Aniversary’, inny przedstawiał rachunek za motel z dnia zaginięcia Maury. Jego nazwa również nawiązywała do zaginionej – dziewczyna zniknęła na Route 112, a jej ojciec określił osobę, która ją porwała jako śmiecia (ang. dirtbag). 

W lutym 2019 roku Fred Murray ogłosił nowy trop w sprawie. Udało mu się uzyskać dostęp do domu sąsiadującego z miejscem zdarzenia. Śledczy wraz z psami tropiącymi przeszukali dom i piwnicę, jednak ku rozczarowaniu rodziny i przyjaciół Maury nie znaleziono po niej  śladu.

Do dzisiaj nie wiadomo kto spowodował wypadek na kampusie w 2004 roku, z kim Maura rozmawiała dzień przed swoim zaginięciem, dlaczego Billy Rausch otrzymał telefon z Czerwonego Krzyża, oraz co stało się z Maurą Murray.

w drodze do pracy

Przepraszam… – Logan zapukał w okno vana – Przepraszam, panowie? Nie widzieliście przypadkiem mojej siostry? Mieszka w jednej z szeregówek, blondynka, długie włosy…

Robotnicy spojrzeli na niego przelotnie i wrócili do rozmowy w obcym języku. Logan nie był pewien czy nie zrozumieli jego pytania, czy po prostu go zignorowali.

wyłączony telefon.

Jennifer Kesse wróciła właśnie z weekendu na Wyspach Dziewiczych. Mimo, że bardzo lubiła swoją pracę – a była najmłodszym managerem w historii Central Florida Investments Timeshare, to cudownie było wyskoczyć na kilka dni i odpocząć.

W niedzielę wieczór została jeszcze u swojego chłopaka Roba na noc i w poniedziałek ruszyła w kilkugodzinną podróż od razu do biura. Był 23 stycznia 2006. Jennifer skończyła tego dnia pracę o godzinie 18, jak zawsze napisała smsa do Roba, że wraca już do domu, a o 18:15 zadzwoniła na kilka minut do taty.

Kilka minut później była już w swojej szeregówce w Orlando. O 22 zadzwoniła do Roba. Trochę się poprztykali, nie było to nic ważnego, ale atmosfera na moment zrobiła się gęsta. W czasie rozmowy, ktoś zadzwonił domofonem. Jennifer spojrzała na kamerkę. Był to sąsiad z góry. Dziewczyna nie była w nastroju, postanowiła nie podnosić słuchawki. Po skończeniu rozmowy zmyła makijaż i położyła się spać.

24 stycznia wieczorem Jennifer nie napisała smsa do Roba. Z jednej strony mężczyzna rozumiał, pewnie była jeszcze wzburzona po wczorajszej kłótni. Z drugiej strony jednak dziewczyna zawsze, ale to zawsze pisała do niego smsa. To była ich tradycja, i jeszcze nigdy nie zdarzyło jej się o tym zapomnieć. Rob postanowił zadzwonić do swojej dziewczyny, jednak odbił się od automatycznej sekretarki.

To zmartwiło Roba. Jennifer nigdy, przenigdy nie wyłączała telefonu.

zaginiona dziewczyna.

Później okazało się, że dziewczyna nie pojawiła się tego dnia w pracy. Nie mogąc dodzwonić się do samej Jennifer, przełożony zadzwonił do jej rodziców. Rodzice z kolei, od razu wsiedli w samochód i ruszyli w drogę do Orlando. Byli przekonani, że stało się coś złego.

Również brat Jennifer Logan pojechał do siostry. Podczas gdy dziewczyna była na wakacjach, Logan wraz z przyjaciółmi nocowali u niej, żeby pilnować mieszkania. Nawet jej były chłopak Matt wpadł do nich na kilka drinków. Dla Jennifer nie było to zupełnie komfortowe – Matt bardzo źle znosił fakt, że ułożyła sobie życie z kimś innym i bardzo chciał, żeby do niego wróciła.

Później kiedy rozjechali się do domów, okazało się, że jeden z jego kumpli Travis zostawił telefon służbowy w mieszkaniu Jen. Dziewczyna miała odesłać telefon pocztą następnego dnia. Nie zrobiła tego.

Logan dotarł na miejsce pierwszy.

Samochodu Jennifer nie było na jej miejscu parkingowym numer 2226. W mieszkaniu siostry Logan nie zobaczył nic dziwnego. Piżama i mokry ręcznik dziewczyny leżały w łazience. Na łóżku leżało kilka różnych zestawów ubrań – dziewczyna przygotowując się do pracy zwykle przymierzała różne stylizacje, zanim wybrała tą właściwą na dany dzień.

Logan zauważył vana, w którym siedzieli robotnicy, pracujący nad wykończeniem pozostałych szeregówek w kompleksie mieszkalnym Jennifer. Dziewczyna często skarżyła się na nich, podobno zaczepiali ją i gwizdali, ilekroć przechodziła obok.

– Przepraszam… – Logan zapukał w okno vana – Przepraszam, panowie? Nie widzieliście przypadkiem mojej siostry? Mieszka w jednej z szeregówek, blondynka, długie włosy…

Robotnicy spojrzeli na niego przelotnie i wrócili do rozmowy w obcym języku. Logan nie był pewien czy nie zrozumieli jego pytania, czy po prostu go zignorowali.

Później do Logana dołączyli rodzice. Wspólnie zgłosili zaginięcie dziewczyny na policję. Policjanci co prawda przyjęli zgłoszenie, jednak stwierdzili, że dziewczyna jest dorosła i nie musi spowiadać się z tego kiedy i gdzie wyjeżdża. 

Wszystko zmieniło się 26 stycznia, kiedy znaleziono czarny Chevrolet Malibu Jennifer zaparkowany przy innym kompleksie mieszkalnym, o bardzo złej reputacji. Stało się jasne, że dziewczyna nie przeparkowała samochodu z własnej woli, bo dlaczego miałaby to robić?

podejrzani mężczyźni.

W mieszkaniu Kesse nie znaleziono śladów włamania, dlatego też policja założyła, że Jennifer wyszła z domu z zamiarem pójścia do pracy, zamknęła za sobą drzwi i została porwana w drodze do lub w samochodzie.

Pies policyjny złapał trop z samochodu Jennifer do kompleksu mieszkalnego, w którym położona była jej szeregówka. Ślad znikał przy wyrwie w siatce, niedaleko drzwi Jennifer.

Policjanci wezwali Roba, aby otworzył bagażnik samochodu Jennifer, prawdopodobnie chcąc sprawdzić jego reakcję. Mężczyzna zrobił to z duszą na ramieniu, bał się że w środku znajdzie ciało dziewczyny. Na szczęście tak się nie stało. Do dzisiaj jednak nie wiadomo, co zostało znalezione w bagażniku czarnego Chevroleta. Policja wykluczyła jednak rabunek, jako że nikt nie połasił się na wartościowe rzeczy znajdujące się w samochodzie.

We wnętrzu auta znaleziono jedynie skrawek odcisku palca i włókno z materiałem genetycznym. Wyglądało na to, że ktoś dokładnie wyczyścił samochód po jego użyciu.

Następnie sprawdzono monitoring obu kompleksów mieszkalnych. Kamery nagrały osobę, która przeparkowała samochód Jennifer. Postać niestety jest nie do rozpoznania, w dwóch ujęciach jakie zostały podane do wiadomości publicznej osoba ta stoi za słupem, jest ubrana w czapkę i ma na sobie uniform o niezidentyfikowanym kolorze (na nagraniu wygląda na biały, jednak okazuje się, że ciemne ubrania również wyglądają na jasne w nagraniach z kamer tego rodzaju).

Rzeczy, które zaginęły razem z Jennifer to telefon komórkowy, iPod, klucze do mieszkania, torebka, skórzana teczka i ubrania, które prawdopodobnie miała na sobie dziewczyna tego dnia.

Nikt nie został nigdy postawiony w stan oskarżenia, jednak w sprawie jest czworo nieoficjalnych podejrzanych.

Były chłopak Jennifer – Matt. Mężczyzna ciągle kochał dziewczynę i chciał, żeby do niego wróciła. Nie mógł pogodzić się z faktem, że ułożyła sobie życie i była szczęśliwa z Robem. Tuż przed zaginięciem wpadł na kilka drinków do jej mieszkania, w którym przebywał Logan z przyjaciółmi. Później tego wieczora długie godziny spędził w barze Blue Martini, gdzie zalał się w trupa. Bar ten znajdował się naprzeciwko mieszkania Jennifer, a chłopak mieszkał w zupełnie innej części miasta. Jego alibi ponoć zostało zweryfikowane i potwierdziło się, więc policja wykluczyła Matta z kręgu podejrzanych,

Żonaty współpracownik, manager w firmie Jennifer. Mężczyzna komplementował dziewczynę i niejednokrotnie dawał do zrozumienia, że chciałby się z nią umówić. Jen, nie wiedząc co zrobić z niechcianymi zalotami poprosiła ojca o radę. Zgodnie z nią, zaprosiła managera na obiad do kafeterii znajdującej się w biurze i powiedziała wprost, że nie podoba jej się idea związku w miejscu pracy. Manager podobno wziął sobie do serca jej słowa i dał dziewczynie spokój.

Inny pracownik w firmie Jennifer. Mężczyzna cztery lata po zaginięciu złożył skargę na managera (drugiego podejrzanego). Twierdził on, że manager w dzień zaginięcia Jennifer przyszedł do pracy spóźniony, zdyszany i zły. Tłumaczył się tym, że otrzymał mandat za przekroczenie prędkości, jednak mandat był sprzed tygodnia. Dzień wcześniej ponoć zaprosił Jennifer do swojego biura chcąc zapytać o wycieczkę i bardzo poirytował się, kiedy dziewczyna opowiadała o wspaniałych chwilach spędzonych ze swoim chłopakiem Robem. Manager, zapytany o to gdzie jest Jennifer odrzekł: ‘Pewnie zjadły ją krokodyle’ i często wyrażał się w negatywny sposób o Robie.
Pracownik zapytany dlaczego zgłasza to wszystko dopiero teraz, odrzekł, że bał się, że policja uzna go za wspólnika managera.
Kilka niezależnych źródeł stwierdziło jednak, że to właśnie ten pracownik miał obsesję na punkcie Jennifer i prześladował ją. Wygląda więc na to, że cały czas specjalnie próbował zrzucić winę na managera i wszystkie rzeczy, o których opowiedział mogły nigdy się nie zdarzyć.

Jeden z robotników. Robotnicy, pracujący przy wykończeniu szeregówek w kompleksie mieszkalnym Jennifer często zaczepiali dziewczynę. Mieli oni klucze do mieszkań i często w nich nocowali. Dziwny był fakt, że zignorowali Logana, który zapytał tylko, czy nie wiedzą, gdzie może być jego siostra. Policji nie udało się ich dobrze przesłuchać, wielu nie mówiło po angielsku i pracowało na czarno, więc do większości nie udało się nawet dotrzeć.

Sprawa Jennifer jest otwarta, do dzisiaj nie udało się zidentyfikować osoby, która jechała samochodem dziewczyny. Jej rodzina nie ustaje w poszukiwaniach.

ugly tuna saloona

Pewnego ciepłego wrześniowego wieczora Alexis rozpoczęła swój rytuał. Włączyła ostatnio wybierane połączenia i wybrała kontakt ‘Brian’ Przyłożyła słuchawkę do ucha. Łzy pojawiły się w jej oczach. Czekała na automatyczną sekretarkę i niski głos: ‘Cześć, tu Brian, wiesz co robić’.

Jednak tym razem nie usłyszała głosu Briana. Usłyszała długi sygnał, zwiastujący połączenie. Zaparło jej dech w piersi. Przecież minęło już siedem miesięcy, jak to możliwe? Usłyszała jeszcze dwa sygnały, po czym niski, męski głos powiedział: ‘Cześć, tu Brian…’.

pierwszy dzień wolności.

– Stary, przykro mi, ale dzisiaj nie dam rady – powiedział nieco zakłopotany Derek Shaffer do swojego brata Briana. Było mu głupio, ponieważ umówił się z nim na ten wieczór już kilka dni temu. Mieli skoczyć na piwo, albo kilka, posłuchać muzyki na żywo, zrelaksować się… Jednak kłótnia z Maurin odebrała mu ochotę na cokolwiek. Jedyne o czym marzył to założyć kapcie, wywalić nogi na stół i oglądać telewizję.

– Jasne rozumiem. Nie ma sprawy – odrzekł Brian. Był trochę rozczarowany. Miał nadzieję uczcić zakończenie semestru, i chciał to zrobić właśnie z Derek’iem. Ale spokojnie, będzie jeszcze wiele okazji – To trzymaj się i na razie – dodał i rozłączył się.

31 marca 2006 roku, dwudziestosiedmioletni student medycyny Brian Shaffer rozpoczął przerwę wiosenną. Był wykończony, kilka ładnych tygodni przygotowywał się do egzaminów na Ohio State University College of Medicine. Wszystkie zdał śpiewająco, jednak było to okupione wieloma nieprzespanymi nocami i hektolitrami wypitej kawy.

Nie czuł się najlepiej, ale nie zamierzał pozwolić, aby cokolwiek zepsuło mu dzisiejszy dzień.

Najpierw umówił się z tatą Randy’m na obiad. Po śmierci mamy Renee często spędzali ze sobą czas. Początkiem marca po długiej walce z mielodysplazją, jedną z form raka szpiku kostnego, Renee zmarła. To właśnie choroba matki skłoniła Brian’a do studiowania medycyny. Nie mógł narzekać, studia szalenie go interesowały, jednak jego skrytym marzeniem było założyć zespół i grać jak Jimmy Buffer, albo Eddie Vedder, których był wielkim fanem. Miał nawet tatuaż ukazujący logo z płyty ‘Alive’ zespołu Pearl Jam.

– Synu, nie wyglądasz najlepiej – zmartwił się Randy patrząc na podkrążone oczy Briana. Nie sądził, żeby dzisiejsze wyjście na imprezę było najmądrzejszym pomysłem, jednak chłopak tak ciężko pracował – kto jak kto, Brian zasłużył dzisiaj na odrobinę rozrywki.

Po obiedzie z tatą Brian zadzwonił do swojej dziewczyny Alexis Waggoner. Alexis pojechała spędzić trochę czasu z rodzicami, ponieważ wraz z Brianem w poniedziałek wylatywali na romantyczny wyjazd do Miami. Prawdę mówiąc młody mężczyzna zamierzał oświadczyć się jej na tym właśnie wyjeździe. I miał wielką nadzieję, że dziewczyna niczego się nie domyśla.

Oczywiście, domyślała się. Brian powiedział, że ją kocha, ona odpowiedziała tym samym i rozłączyli się.

Następnie Brian wybrał jeszcze jeden number.

– Dobra Clint, 21 w Ugly Tuna Saloona – powiedział Brian do słuchawki. Clint, a właściwie William Florence, był jego nieodłącznym towarzyszem imprez. Kiedy nikt nie miał czasu, Clint był zawsze gotów ruszyć w miasto. Był dobrym przyjacielem.

Brian wykąpał się, ogarnął i wyszedł z domu.

ugly tuna saloona.

Ugly Tuna Saloona było barem serwującym owoce morza i podłe piwo. Było to miejsce bardzo popularne wśród studentów. Znajdowało się na drugim piętrze kompleksu South Campus Gateway na High Street.

Brian i Clint nie zabawili tam długo. Noc mijała, a oni wędrowali od baru do baru. Aż w końcu natknęli się na przyjaciółkę Clinta, Meredith Reed. Zaproponowała ona powrót do Ugly Tuna Saloona, gdzie miał się odbyć koncert na żywo. Mężczyźni zgodzili się ochoczo, byli już trochę wstawieni, a po za tym uwielbiali muzykę na żywo. Meredith zabrała ich do auta i razem wrócili do Ugly Tuna Saloona.

Wypili jeszcze po piwie i kilka szotów tequili. Brian zobaczył dwie koleżanki ze studiów, i mówiąc do swoich towarzyszy, że za chwilę wróci, poszedł zamienić z nimi kilka słów.

Około 2 w nocy Clint i Meredith chcieli już wracać do domu. Niestety, nigdzie nie mogli znaleźć Briana, nie udało im się też do niego dodzwonić. Nie był to pierwszy raz, kiedy Brian wymykał się z imprezy ‘po angielsku’ i odnajdywał następnego dnia w swoim mieszkaniu. Było to wkurzające, ponieważ przyjaciele martwili się o niego, jednak z czasem zaczęli to akceptować.

Clint i Meredith nie znalazłszy Briana w barze pojechali do domów.

Dziewczyna Briana Alexis i jego ojciec Randy próbowali się z nim skontaktować cały weekend. Bezskutecznie. Alexis pojechała nawet sprawdzić jego mieszkanie. Jego samochód stał zaparkowany w zwykłym miejscu, a wnętrze kawalerki wyglądało zupełnie normalnie.

Alexis i Randy postanowili poczekać do poniedziałku. Mieli nadzieję, że Brian zatrzymał się u kogoś znajomego, a brak kontaktu z nim jest wyjątkowo niestosownym żartem na prima – aprilis.

W poniedziałek pełna nadziei Alexis pojechała na lotnisko. Wyobrażała sobie Briana pojawiającego się przy bramkach i krzyczącego ‘prima – aprilis!’, zastanawiała się, czy złościć się na niego, czy też uściskać go ze szczęścia, że nic mu nie jest.

Niestety, ich samolot do Miami odleciał, a Brian nie pojawił się. Zapłakana Alexis zadzwoniła do Randy’ego i oboje pojechali na policję zgłosić zaginięcie mężczyzny.

monitoring.

Policja od razu otworzyła śledztwo. Poszukiwania rozpoczęli od Ugly Tuna Saloona, gdzie Brian był widziany po raz ostatni. Sprawa wyglądała na prostą do rozwiązania, bar, a także okoliczne lokale miały zainstalowany monitoring. Założenie, że kroki mężczyzny będą na nim uwiecznione, wydawało się jak najbardziej prawidłowe.

O 1:15 w nocy kamery zarejestrowały Briana, Clint’a i Meredith wjeżdżających ruchomymi schodami na drugie piętro, gdzie znajdowało się Ugly Tuna Saloona. O 1:55 Brian rozmawiał przy schodach z dwiema koleżankami, po czym wrócił do baru. Po 2 w nocy Clint i Meredith opuścili bar. Policjanci przejrzeli nagrania ze wszystkich kamer w okolicy, jednak żadna z nich nie zarejestrowała Briana wychodzącego z baru. 

Zaczęto podejrzewać, że Brian opuścił bar wyjściem dla robotników – kilka lokali było w tamtym momencie w remoncie. To wyjście jednak nie było szerzej znane gościom baru. Ponadto policja stwierdziła, że przebycie tej drogi nie było łatwe dla osoby trzeźwej, a co dopiero dla pijanej. Niejasne było także dlaczego mężczyzna miałby porzucić swoich przyjaciół i wyjść w ten sposób.

Policja wraz z psami tropiącymi przeszukała okolicę, sprawdzili wszystkie ślepe uliczki oraz śmietniki. Nigdzie nie znaleźli śladu Briana. Rozwieszono plakaty ze zdjęciem mężczyzny. Niestety, nikt nie zadzwonił.

Randy Shaffer postanowił skorzystać z pomocy jasnowidza. Stwierdził on, że ciało Briana znajduje się w wodzie. Randy i Derek, wraz z grupą ochotników spędzili wiele godzin na przeszukiwaniu brzegów rzeki Olentangy, która przepływała przez kampus, w odległości jednej mili od jego mieszkania. To także, nie przyniosło żadnych rezultatów. 

Prawie wszyscy, którzy tej nocy widzieli Briana zostali poddani testom na wariografie. Jedyną osobą, która nie wyraziła na to zgody był Clint. Przyjaciel zaginionego od razu też wynajął prawnika. Nie jest to jednak aż tak dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że skuteczność tego urządzenia wynosi 85% w przypadku potwierdzenia winy osoby winnej i 65% w przypadku sprawstwa osoby niewinnej. Ponadto już na pierwszym przesłuchaniu Clint powiedział policji wszystko co wiedział, na temat tamtej nocy i Briana.

trzy sygnały.

Przez następne siedem miesięcy Alexis dzwoniła na wyłączony telefon Briana, po to tylko, aby usłyszeć jego głos nagrany na automatyczną sekretarkę. Pewnej wrześniowej nocy automatyczną sekretarkę poprzedziły trzy długie sygnały, zupełnie jakby ktoś włączył telefon. Rozbudziło to nadzieje Alexis i rodziny Briana na nowo. Firma Cingular, operator numeru zaginionego mężczyzny, twierdzi, że połączenie było błędem systemu. Jego lokalizacja nie mogła być dokładnie określona, przez brak włączonego GPSa. Wiadome było jedynie, że odebrała go wieża w Hilliard, czternaście mil na północny – zachód od Columbus.

Niektórzy twierdzą, że Brian istotnie nigdy nie opuścił Ugly Tuna Saloona. Został w nim zamordowany, a jego ciało wmurowano w ścianę. Wiele osób odwiedzających bar skarży się na nieprzyjemny zapach, jaki się tam unosi. Czy może to być zapach rozkładającego się ciała Briana?

Być może mężczyźnie idąc wyjściem dla robotników przydarzył się nieszczęśliwy wypadek? Zginął na budowie, a właściciele Ugly Tuna Saloona, obawiając się sprawy w sądzie z uwagi na nieodpowiednio zabezpieczone przejście, pozbyli się ciała?

Niektórzy o zamordowanie Briana oskarżają seryjnego mordercę Smiley Face Killer. Istnieje możliwość, że Brian, najpierw wyszedł wyjściem dla robotników (dlatego nie został zarejestrowany przez kamery), a później natknął się na zabójcę przy rzece Olentangy.

Być może mężczyzna pijany szedł wzdłuż rzeki, potknął się i utonął? Jeśli to prawda, to co w takim razie stało się z ciałem?

Istnieje też możliwość, że po śmierci matki Brian, będąc w depresji popełnił samobójstwo lub wyjechał, chcąc zacząć wszystko od nowa. Wiedzieć miał o tym jedynie Clint, co wyjaśniałoby jego odmowę we wzięciu udziału w teście na wykrywaczu kłamstw. Druga możliwość jest jednak mało prawdopodobna biorąc pod uwagę jego silną więź z rodziną oraz dziewczyną Alexis.

pogrzeb i co dalej.

We wrześniu 2008 roku podczas wichury w Ohio Randy’ego Shaffera przygniotło drzewo. Mężczyzna zginął na miejscu. Po jego pogrzebie w internetowej księdze z kondolencjami pojawił się wpis ‘Dla taty, kocham Brian (U.S. Virgin Islands)’. Policja zbadała ten trop i okazało się, że wpis został zamieszczony z publicznego komputera we Franklin, Ohio. Prawdopodobnie był to więc jedynie okrutny żart.

Brian Shaffer nigdy nie został odnaleziony. Jego brat Derek do dzisiaj ma nadzieję, na rozwiązanie sprawy.

Alexis Waggoner ułożyła sobie ponownie życie i obecnie jest szczęśliwą żoną i matką dwójki dzieci.

Jest przekonana, że Brianowi stało się coś złego, ponieważ był zbyt dobrym człowiekiem żeby z własnej woli zniknąć z życia swojej rodziny.

Na jednym z koncertów Pearl Jam, Eddie Vedder opowiedział o Brianie i zachęcił do udzielenia jakichkolwiek informacji na jego temat.

christian bale z siekierą

Zgasiłam światło i położyłam się do łóżka. Było miękkie, świeże i miało wyjątkowo silne właściwości magnetyczne. Obawiałam się, że ciężko będzie z niego wstać przed jedenastą. Wspaniale. Ziewnęłam leniwie i zamknęłam oczy. Moje mięśnie powoli rozluźniały się. Umysł zaczął dryfować w głąb samego siebie, nie mogąc zdecydować się czy tej nocy uratować świat przed wyjątkowo paskudnym psychopatą, który w łudzący sposób przypominał mojego szefa (ten typ na końcu ginie w bardzo powolny i niesympatyczny sposób, sorry za spojler) czy też może skupić się na lataniu.

Pik. Pik. Pik.

Usłyszałam pikanie przy drzwiach. Pikanie, jakby ktoś przykładał kartę magnetyczną nie do swoich drzwi. Pijany sąsiad, pomyślałam. Zaraz spostrzegnie, że to nie jego pokój i pójdzie. Albo ktoś go zabierze. Zamknęłam oczy.

Pik. Pik. Pik.

Otworzyłam oczy. Dobra chłopie, czekaj no tam. Postanowiłam wstać z cudownego, hotelowego łóżka (zrobiłam to z żalem) i powiedzieć mu parę słów. Albo wskazać inny pokój do pikania. Zbliżałam się już do drzwi, kiedy nagle moja skłonność do dramatyzowania, którą lubię nazywać kreatywnym tworzeniem i braniem pod uwagę wielu scenariuszy postanowiła się obudzić.

A jeśli to nie przypadkowy pijak? Jeśli to morderca? Albo gwałciciel. Albo co gorsza morderca – gwałciciel? Nie wiadomo co taki mógłby mi zrobić. To znaczy zasadniczo wiadomo, ale jakoś wolałam o tym nie myśleć. W przypadku mordercy – gwałciciela, chyba najgorsze co można zrobić to otworzyć drzwi. Był ponoć kiedyś taki jeden co właził i mordował tylko tam gdzie mu otwierali, bo inaczej nie czuł się zaproszony. Poza tym oglądałam kiedyś Scooby’ego – Doo. Tam zawsze otwierali drzwi, bo ‘musieli coś sprawdzić’ i raczej na dobre im to sprawdzanie nie wychodziło. Jakoś tam niby wychodzili z tego cało, ale ja nie mam ani takiego fajnego psa, ani Scooby – chrupek.

Otworzyłam drzwi. Przygaszone lampy oświetlały korytarz. Pusty. A niech to licho. Czyli to był duch mordercy – gwałciciela, a ja wpuściłam go do środka. Przybiłam sobie w myślach piątkę.

Starając się nie wpadać w panikę, zatrzasnęłam drzwi i szybko wskoczyłam do łóżka. Duch był przecież niematerialną istotą, co mógł mi zrobić? Co najwyżej nawiedzić. A czy takim nawiedzeniem można komuś zaszkodzić? Nie. Chyba nie. Nie wiem. Uspokoiłam się, nakryłam głowę kołdrą i zamknęłam oczy.

Coś za oknem trzasnęło. Coś na balkonie. Usiadłam i spojrzałam szybko w stronę okna. Zasłony nie były wystarczające szerokie, żeby zasłonić rząd okien w pokoju, dlatego jedno z nich lekko prześwitywało. To uchylone. Może ten trzask to nie na moim? Co z tego, skoro balkony na całym piętrze są połączone i oddzielone jedynie kwietnikami? Połączone balkony? Co to w ogóle za pomysł. Czy ktoś, kto projektował ten cholerny hotel nie wpadł na to, że mordercy też zatrzymują się w hotelach? Przyjedzie sobie taki, wynajmie pokój i będzie łaził balkonami i mordował. Nie zmrużę dzisiaj oka. Choć nie sądzę, żeby ten fakt przeszkodził mu w zamordowaniu mnie.

Coś trzasnęło raz jeszcze. Przerażona spojrzałam na pogrążony w mroku balkon. Tak, teraz byłam tego pewna. Na balkonie czaił się Christian Bale z siekierą. Polish psycho. Choć może nie tak przystojny.

Wstałam i spróbowałam znaleźć jakieś optymalne ułożenie zasłony, które pomoże mi nie widzieć tego, co dzieje się na zewnątrz. Nic z tego. Mogłam obserwować albo uchylone okno, albo ogromne okno balkonowe. Wybrałam pół tego pół tego.

Pik. Pik. Pik.

Wskoczyłam do łóżka i schowałam głowę pod poduszkę. Resztę ciała zawinęłam z kokon, dbając o to, żeby żadna stopa nie wystawała. Wiadomo na co łase są potwory mieszkające pod łóżkiem. Zacisnęłam powieki. To tylko lata oglądania Cold case i moja bujna wyobraźnia.

*

Obudziłam się rano w tej samej pozycji. Mięśnie pleców nie miały się najlepiej, tak samo kręgosłup. Była siódma rano. A tak strasznie chciałam spać do jedenastej! No nic, umyłam zęby, ubrałam się i poszłam na śniadanie.

Drzwi sąsiedniego pokoju były otwarte na oścież.

– Dobra panowie, możecie jechać – z pomieszczenia wyłonił się mężczyzna. Ciągnął nosze, na których leżał duży czarny worek. Za nim wyszedł drugi mężczyzna pchając nosze. Zupełnie nie zwrócili na mnie uwagi. Podeszłam bliżej i niepewnie zerknęłam przez otwarte drzwi. Trzeci mężczyzna kucał nad dywanem. Jedną ze ścian pokrywał krwisty bohomaz.

– Musiał dostać się przez balkon – trzeci mężczyzna zwrócił się do kogoś, kto najwyraźniej stał w głebi pokoju. Znowu spojrzał na dywan i zamyślił się – Ale żeby siekierą?