Miesiąc: kwiecień 2021

szaleństwo günthera

Nareszcie wiem! – wykrzyknął nagle Günther uderzając dłonią zaciśniętą w pięść o stół. Jego żona podskoczyła na krześle. Kawałek pieczeni, który przed chwilą nadziała na widelec spadł z powrotem na talerz.

– Więc może wreszcie mi powiesz – odrzekła, nie ukrywając irytacji. Od kilku tygodni Günther zachowywał się dziwnie. Cały czas mówił o ścigających go i próbujących zabić ‘ich’, jednak jakoś nie kwapił się z wyjaśnieniem kim byli ‘oni’. O niczym innym nie chciał rozmawiać. Brigit miała tego dość.

Günther nie zwrócił na nią uwagi. Zachowywał się jak w malignie. Napisał kilka słów na strzępku papieru. Nie wydawał się jednak zadowolony z tego co napisał. Pokręcił głową, przekreślił notatkę i wyrzucił ją do śmietnika. Chwycił płaszcz wiszący na krześle i wybiegł z domu.

Brigit wyjęła wrzucony do kosza na śmieci świstek. Do reszty sfiksował, pomyślała.

Przekreślony napis na kartce głosił ‘YOG’TZE’.

przekreślona notatka.

Günther Stoll bezrobotny technik żywienia z Anzhausen od kilku tygodni nie był sobą. Był nerwowy i rozkojarzony, a przede wszystkim twierdził jakoby mieli śledzić go tajemniczy mężczyźni. Jego żona Brigit z początku martwiła się jego stanem zdrowia, być może nawet wierzyła rzekome prześladowania. Lekarze jednak orzekli niegroźną paranoję, a mgliste opowieści o tajemniczych mężczyznach prześladujących jej męża zaczynały ją powoli nużyć. Günther powinien lepiej zająć się szukaniem pracy, tak uważała.

Dochodziła godzina 23, 25 października 1984 roku. Günther i Brigit siedzieli przy stole w kuchni jedząc kolację. Günther jak zwykle ostatnio był zamyślony, ale Brigit cieszyła się, że przynajmniej odzyskał apetyt. Jej radość nie potrwała jednak długo. Mężczyzna poderwał się z krzesła z okrzykiem ‘Nareszcie wiem!’ (‘Jetzt geht mir ein Licht auf!’), na skrawku papieru napisał ciąg znaków ‘YOG’TZE’, po czym zdenerwowany przekreślił je, wyrzucił notatkę do śmietnika i wybiegł z domu.

Günther ruszył w stronę swojego ulubionego baru ‘The Papillon’ w Wilnsdorf, oddalonego półtorej kilometra od jego domu w Anzhausen, w Nadnerni Północnej – Westfalii, w RFN.

– Cześć Günther, jak leci? – zapytał barman i widząc zdenerwowanie na twarzy mężczyzny dodał – Żonka znowu dała popalić? – roześmiał się serdecznie.

– Cześć. Lej to co zwykle – pokręcił głową Günther. Nie miał dzisiaj czasu na pogaduchy.

– Się robi.

Przed Güntherem pojawił się kufel piwa. Zanim mężczyzna zdążył wypić chociaż łyk, stracił przytomność i upadł bezwładnie na podłogę. Ludzie siedzący w barze zebrali się wokół niego. Jeden z mężczyzn spróbował go ocucić. Podniósł go na nogi. Günther miał poranioną twarz, stróżka krwi spływała mu z brwi. Złapał się za czoło i oparł o jedno z krzeseł, wciągając głośno powietrze. Barman nalał mu kieliszek Schnappsa, który Günther szybko wypił i pospiesznym krokiem wyszedł z baru. Nie odezwał się ani słowem. Piwo pozostało na ladzie, nietknięte.

Nie wiadomo co Günther robił przez kolejne dwie godziny. Około 1 w nocy pojawił się w Haigerseelback. Było to jego rodzinne miasteczko, oddalone o jakieś 100 kilometrów od Anzhauzen. Zadudnił w drzwi domu swojej sąsiadki z dzieciństwa, Erny Hellfritz. Kilka minut później przestraszona kobieta w szlafroku uchyliła okno.

przewidział swój los?

– Stało się coś strasznego… przydarzył się koszmarny wypadek… – jęknął roztrzęsionym głosem Günther. Nie wyglądał na rannego, bardziej na strasznie zdenerwowanego. Erna nie chciała go wpuszczać do domu. Było bardzo późno, ona była sama, a mężczyzna zachowywał się co najmniej podejrzanie.

– Bardzo mi przykro Günther, może idź do swoich rodziców, oni ci pomogą – odrzekła. Jego rodzice mieszkali dom dalej, naprawdę nie rozumiała dlaczego przyszedł właśnie do niej.

Günther stwierdził jednak, że rodzice nie zrozumieją jego obaw. Erna zaproponowała powrót do żony.

– Tak zrobię – powiedział zrezygnowany i ruszył w stronę swojego niebieskiego VW Golfa I – Okropne rzeczy wydarzą się dzisiaj w nocy – dodał jeszcze przez ramię i wsiadł do auta. Zamiast wrócić do Brigit zniknął na kolejne dwie godziny.

Około 3 w nocy dwóch kierowców ciężarówek Holger Meffert i Georg Konzler odnalazło pogruchotany samochód Stolla leżący w rowie przy drodze prowadzącej do A45, niedaleko zjazdu Hagen – Süd. Koło samochodu przemknął mężczyzna w białej kurtce, jednak zanim zdążyli zareagować zniknął w ciemnościach. Hogler zadzwonił na policję, a Georg postanowił zajrzeć do auta. Znalazł tam Günthera, nagiego i całego we krwi. Mężczyzna siedział na fotelu pasażera. Był przytomny. Zdołał wykrztusić, że było z nim czterech mężczyzn, którzy zdążyli już uciec. Na pytanie czy byli to jego przyjaciele, zaprzeczył. Nie zdążył wyjaśnić nic więcej – zmarł w drodze do szpitala.

morderstwo czy przypadek?

Śledczy ustalili, że Stoll musiał zostać potrącony w innym miejscu i przez inny samochód samemu nie znajdując się w pojeździe. W momencie wypadku musiał też być nagi. Po wszystkim ktoś przetransportował go wraz z samochodem na drogę A45. Inni, zeznający niezależnie kierowcy zeznali, że mniej – więcej o tej porze widzieli autostopowicza przy Hagen – Süd. Autostopowicz, mężczyzna w białej kurtce, ani miejsce wypadku nie zostały nigdy zidentyfikowane.

Istnieje teza mówiąca, że podczas swoich podróży do Holandii Günther Stoll mógł nawiązać kontakt z dilerami narkotykowymi i to przyczyniło się do jego śmierci. Zjazd Hagen – Süd był popularnym miejscem spotkań dilerów i ich klientów w latach 80. i 90. Powiązanie to nie zostało jednak nigdy poparte żadnymi dowodami.

Ciąg znaków ‘YOG’TZE’ również nie został rozszyfrowany. Oryginalna notatka Günthera przepadła i została odtworzona przez jego żonę podczas śledztwa. Nie ma więc pewności, czy to właśnie dokładnie taki ciąg liter znajdował się na kartce. Litera ‘O’ mogła być zerem, ‘Z’ dwójką, a ‘G’ szóstką.

Niektórzy spekulują, że Günther mógł spisać radiowy znak wywoławczy Rumunii ‘TO6TZE’, nie wiadomo jednak jaki miałby być motyw takiego działania.

Trzy ostatnie litery ‘TZE’ mogą być odwołaniem do dodatku smakowego do jogurtów, co może potwierdzać początek ‘YOG’. Podejrzewa się, że Günther jako technik żywienia, mógł odkryć jakiś przekręt w firmie, w której pracował, lub być zaangażowany w tajny projekt, którego ujawnienie mogłoby kosztować jego pracodawcę zbyt wiele. Jednak jeśli rzeczywiście mężczyzna miał zostać uciszony, dlaczego pozostawiono go przy życiu?

Możliwe również, że tak jak mówili lekarze, Günther miał atak paranoi, niestety poważniejszy niż mogłoby się wydawać z początku. Poprzedzające jego śmierć zachowania mogłby być objawami schizofrenii lub manii prześladowczej. Günther w ucieczce przed tajemniczymi prześladowcami szukał pomocy u osoby, którą znał z dzieciństwa i czuł, że może zaufać – Erny. Nie dostając jej i doznając halucynacji mógł rozebrać się do naga i wyjść na ulicę. Niezauważony w ciemności mógł przypadkiem zostać potrącony, a sprawcy w panice nieudolnie upozorowali wypadek. Günther mógł sam wystawić się na niebezpieczeństwo, a niewyjaśniona notatka mogła być w sprawie nieistotna.

Nie zmienia to jednak faktu, że wydarzenia te bardzo ciężko uznać za niefortunny zbieg okoliczności, a sprawa YOGTZE do dzisiaj pozostaje jednym z najbardziej tajemniczych morderstw na świecie.