Miesiąc: maj 2021

ostatni raz meble przez neta

23 października postanowiłam zamówić ławę w stylu japońskim, która miała idealnie pasować do mojego salonu.

Tydzień później zadzwoniła do mnie pani z obsługi, proponując dostawę do domu w piątek, w godzinach między 11, a 14. Czyli dokładnie wtedy, kiedy pracuję i nie bardzo mogę wyjść i jechać na drugi koniec miasta w celu odebrania przesyłki.

Zapytałam, czy dałoby się przełożyć dostawę na późniejszą godzinę. Nie dałoby się.

Zapytałam, czy w takim razie można zmienić adres dostawy, na adres mojej pracy. Wtedy odbiorę ją na spokojnie i na własną rękę zawiozę do domu. Tak, adres można zmienić, ale przesunie to termin dostawy na tydzień, ponieważ teraz logistycznie wszystko jest już dopięte na ostatni guzik. Dla mnie nie było problemu, w końcu nie miałam jeszcze prawie żadnych mebli, więc ten tydzień nie robił mi większej różnicy.

W międzyczasie mebli przybywało, po tygodniu ława nie przyjechała, ale pomyślałam, że mają jakieś opóźnienie, więc nie będę wydzwaniać i ich ponaglać.

Minęły trzy tygodnie i brakowało mi już tylko ławy.

Zadzwoniłam na infolinię. Odebrała pani i ze szczerym zdziwieniem powiedziała, że przecież ława została mi dostarczona trzy tygodnie temu. Ja powiedziałam, że nie została. Ona, że jak to, przecież w systemie ma napisane, że została. I tak sobie chwilę porozmawiałyśmy każda swoje, po czym jednak przekonałam ją, że absolutnie nie mam tej ławy, a oni na pewno nie mają za nią pieniędzy, bo przecież nigdy jej nie odebrałam, więc nigdy za nią nie zapłaciłam.

Pani przeprosiła i powiedziała, że najpóźniej w następnym tygodniu ława będzie dostarczona. Koleżanka będzie dzwonić co najmniej dwa dni przed planowaną dostawą. Przypomniałam jeszcze o zmianie adresu (na adres pracy). Pani nic o tym nie wiedziała, ale oczywiście już zapisuje.

Nadeszła środa w przyszłym tygodniu – 29 listopada. Telefon milczał, więc nauczona doświadczeniem czym prędzej zadzwoniłam.

Odebrała szczerze zdziwiona pani, że jakie zamówienie, przecież ono już dawno zostało dostarczone. Zapytałam jej czy sobie żartuje, a ona, że absolutnie nie żartuje i o co mi chodzi. Po chwili jednak udało jej się sobie przypomnieć, że rzeczywiście! Będzie pod koniec tego tygodnia, zadzwoni jutro. Przypomniałam o zmianie adresu, nic o tym nie wiedziała, ale oczywiście już zapisuje.

We czwartek słyszę telefon. Odbieram ze szczerym zdziwieniem. Pani informuje mnie, że ława zostanie mi dostarczona jutro między godziną 11, a 14. Cieszę się i pytam czy na zmieniony adres. Pani mówi, że tak, wszystko ma zapisane. Cieszę się jeszcze bardziej, dziękuję i odkładam słuchawkę.

A więc jednak stanie się – niedługo wypiję sobie herbatkę przy ławie w stylu japońskim. Do tej pory kładłam sobie kubek na kaloryferze za kanapą.

Dziesięć sekund później dzwoni pani po raz kolejny i mówi, że zaszła pomyłka. Mogą dostarczyć mi ławę w piątek między 11, a 14 do domu, albo w sobotę między 17, a 19. Mówię, że absolutnie mi to nie odpowiada.

– Czyli nie pracuję pani w sobotę wieczorem? – pyta pani.

– Nie, pracuję od poniedziałku do piątku, od 8 do 16.30.

– A nie może jakiś sąsiad tego odebrać w pani bloku?

– Nie, nikogo jeszcze nie znam, dopiero się wprowadziłam.

Po za tym chodzenie po obcych ludziach i robienie im kłopotu nie leży w moim zwyczaju. Ciekawe jak szybko znalazłabym kogoś, kto będzie w domu w piątek między 11, a 14.

Mówię, że widzę, że nie ma to sensu i w takim razie proszę anulować zamówienie.

– To nie chce pani tej ławy? – pyta pani w słuchawce.

Załamuję ręce.

– Ja bardzo chcę tą ławę, ale widzę, że się nie da. Więc nie chcę.

– To nie jest takie proste, proszę mi tam napisać maila z anulacją.

Miałam ochotę powiedzieć, że w dupie mam maile z anulacją, niech sama sobie napisze. Ale napisałam. Zamówienie anulowano.

A kubek z herbatą dalej kładę na kaloryferze za kanapą.