Christian Bale z siekierą

Zgasiłam światło i położyłam się do łóżka. Było miękkie, świeże i miało wyjątkowo silne właściwości magnetyczne. Obawiałam się, że ciężko będzie z niego wstać przed jedenastą. Wspaniale. Ziewnęłam leniwie i zamknęłam oczy. Moje mięśnie powoli rozluźniały się. Umysł zaczął dryfować w głąb samego siebie, nie mogąc zdecydować się czy tej nocy uratować świat przed wyjątkowo paskudnym psychopatą, który w łudzący sposób przypominał mojego szefa (ten typ na końcu ginie w bardzo powolny i niesympatyczny sposób, sorry za spojler) czy też może skupić się na lataniu.

Pik. Pik. Pik.

Usłyszałam pikanie przy drzwiach. Pikanie, jakby ktoś przykładał kartę magnetyczną nie do swoich drzwi. Pijany sąsiad, pomyślałam. Zaraz spostrzegnie, że to nie jego pokój i pójdzie. Albo ktoś go zabierze. Zamknęłam oczy.

Pik. Pik. Pik.

Otworzyłam oczy. Dobra chłopie, czekaj no tam. Postanowiłam wstać z cudownego, hotelowego łóżka (zrobiłam to z żalem) i powiedzieć mu parę słów. Albo wskazać inny pokój do pikania. Zbliżałam się już do drzwi, kiedy nagle moja skłonność do dramatyzowania, którą lubię nazywać kreatywnym tworzeniem i braniem pod uwagę wielu scenariuszy postanowiła się obudzić.

A jeśli to nie przypadkowy pijak? Jeśli to morderca? Albo gwałciciel. Albo co gorsza morderca – gwałciciel? Nie wiadomo co taki mógłby mi zrobić. To znaczy zasadniczo wiadomo, ale jakoś wolałam o tym nie myśleć. W przypadku mordercy – gwałciciela, chyba najgorsze co można zrobić to otworzyć drzwi. Był ponoć kiedyś taki jeden co właził i mordował tylko tam gdzie mu otwierali, bo inaczej nie czuł się zaproszony. Poza tym oglądałam kiedyś Scooby’ego – Doo. Tam zawsze otwierali drzwi, bo ‘musieli coś sprawdzić’ i raczej na dobre im to sprawdzanie nie wychodziło. Jakoś tam niby wychodzili z tego cało, ale ja nie mam ani takiego fajnego psa, ani Scooby – chrupek.

Otworzyłam drzwi. Przygaszone lampy oświetlały korytarz. Pusty. A niech to licho. Czyli to był duch mordercy – gwałciciela, a ja wpuściłam go do środka. Przybiłam sobie w myślach piątkę.

Starając się nie wpadać w panikę, zatrzasnęłam drzwi i szybko wskoczyłam do łóżka. Duch był przecież niematerialną istotą, co mógł mi zrobić? Co najwyżej nawiedzić. A czy takim nawiedzeniem można komuś zaszkodzić? Nie. Chyba nie. Nie wiem. Uspokoiłam się, nakryłam głowę kołdrą i zamknęłam oczy.

Coś za oknem trzasnęło. Coś na balkonie. Usiadłam i spojrzałam szybko w stronę okna. Zasłony nie były wystarczające szerokie, żeby zasłonić rząd okien w pokoju, dlatego jedno z nich lekko prześwitywało. To uchylone. Może ten trzask to nie na moim? Co z tego, skoro balkony na całym piętrze są połączone i oddzielone jedynie kwietnikami? Połączone balkony? Co to w ogóle za pomysł. Czy ktoś, kto projektował ten cholerny hotel nie wpadł na to, że mordercy też zatrzymują się w hotelach? Przyjedzie sobie taki, wynajmie pokój i będzie łaził balkonami i mordował. Nie zmrużę dzisiaj oka. Choć nie sądzę, żeby ten fakt przeszkodził mu w zamordowaniu mnie.

Coś trzasnęło raz jeszcze. Przerażona spojrzałam na pogrążony w mroku balkon. Tak, teraz byłam tego pewna. Na balkonie czaił się Christian Bale z siekierą. Polish psycho. Choć może nie tak przystojny.

Wstałam i spróbowałam znaleźć jakieś optymalne ułożenie zasłony, które pomoże mi nie widzieć tego, co dzieje się na zewnątrz. Nic z tego. Mogłam obserwować albo uchylone okno, albo ogromne okno balkonowe. Wybrałam pół tego pół tego.

Pik. Pik. Pik.

Wskoczyłam do łóżka i schowałam głowę pod poduszkę. Resztę ciała zawinęłam z kokon, dbając o to, żeby żadna stopa nie wystawała. Wiadomo na co łase są potwory mieszkające pod łóżkiem. Zacisnęłam powieki. To tylko lata oglądania Cold case i moja bujna wyobraźnia.

*

Obudziłam się rano w tej samej pozycji. Mięśnie pleców nie miały się najlepiej, tak samo kręgosłup. Była siódma rano. A tak strasznie chciałam spać do jedenastej! No nic, umyłam zęby, ubrałam się i poszłam na śniadanie.

Drzwi sąsiedniego pokoju były otwarte na oścież.

– Dobra panowie, możecie jechać – z pomieszczenia wyłonił się mężczyzna. Ciągnął nosze, na których leżał duży czarny worek. Za nim wyszedł drugi mężczyzna pchając nosze. Zupełnie nie zwrócili na mnie uwagi. Podeszłam bliżej i niepewnie zerknęłam przez otwarte drzwi. Trzeci mężczyzna kucał nad dywanem. Jedną ze ścian pokrywał krwisty bohomaz.

– Musiał dostać się przez balkon – trzeci mężczyzna zwrócił się do kogoś, kto najwyraźniej stał w głebi pokoju. Znowu spojrzał na dywan i zamyślił się – Ale żeby siekierą?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Previous post Idealna pani domu
Next post Ugly Tuna Saloona

O mnie

Cześć, jestem Ania i zdarzają mi się rzeczy. A ja o tych rzeczach piszę. Czasem coś nazmyślam, żeby nie było nudy. W wolnych chwilach trwonię grube miliony w Monopoly i popijam gin.

Najnowsze komentarze

    Kategorie