Foremka w kształcie foki

Na stole hotelowego pokoju leżał kartonik z czerwonym napisem ‘Prosimy nie palić w pokoju. No smoking’. Noł smołking kurcze blade. Mógł rzucić mi się w oczy jak już zapaliłam, ale teraz to już za późno. Wyszłam na balkon.

Widok na jezioro był bardzo ładny. Skłaniał do refleksji takich jak ‘co za piękny widok’, ‘trzeba walczyć o pokój na świecie’, ‘może czas rzucić palenie?’… Przemyślenia te nie trwały jednak długo, zagłuszył je wrzask zarzynanej tępą siekierą świni.

Nie, przepraszam. To było dziecko, któremu drugie dziecko zabrało foremkę do piasku w kształcie konika morskiego. Już miałam powiedzieć drugiemu dziecku, żeby oddało pierwszemu dziecku pieprzoną foremkę w kształcie konika morskiego kiedy na horyzoncie pojawił się rodzic. Rodzic kucnął obok drugiego dziecka i powiedział łagodnym głosem, żeby oddało pierwszemu dziecku foremkę w kształcie konika morskiego. Zaznaczył też, że jego foremka w kształcie foki też jest fajna. Drugie dziecko powiedziało, że nienawidzi foremki w kształcie foki, bo foki są głupie i nudne, nie to co koniki morskie. Dodało też, że nie zamierza nikomu oddawać foremki do piasku w kształcie konika morskiego.

Rodzic zaproponował pierwszemu dziecku, żeby zamieniło się z drugim dzieckiem i pobawiło się foremką w kształcie foki. Pierwsze dziecko zaczęło krzyczeć głośniej. Drugiej dziecko też zaczęło krzyczeć. Rodzic zaczął krzyczeć i spróbował wyrwać drugiemu dziecku foremkę w kształcie konika morskiego. Pierwsze dziecko rzuciło się na drugie dziecko. Drugie dziecko zamachnęło się i zrzuciło foremkę w kształcie konika morskiego cztery piętra w dół, po czym wybuchnęło płaczem.

– Leć po foremkę – wrzasnęło drugie dziecko do rodzica – Zgubiłeś mi foremkę!

Rodzic dał drugiemu dziecku klapsa w tyłek i powiedział, że przynajmniej teraz będzie spokój z pieprzonym konikiem morskim.

– Następnym razem polecam kupić dwa pieprzone koniki morskie – szepnęłam pod nosem.

Rodzic to usłyszał.

– Proszę nie wtrącać się w wychowanie MOICH dzieci – fuknął na mnie – I proszę się nie wyrażać!

Jadalnia była ogromna, a mimo to większość stolików była zajęta. W końcu środek sezonu. Z dwóch stron kucharze robili jajecznicę na żeliwnych patelenkach. Wzięłam taką ze szczypiorkiem i usiadłam przy jednym z niewielu wolnych stolików. Wzięłam do ust pierwszy kęs, kiedy zobaczyłam jak idą w moją stronę, rodzic dwa niosący zapłakane pierwsze dziecko z foremką w kształcie foki w małej rączce, oraz rodzic jeden wlekący drugie dziecko, które krzyczało, że nic nie zje dopóki nie dostanie swojej foremki w kształcie foki. Tłumaczyło, że to była jego foremka, a pierwsze dziecko miało własną i to nie jego wina, że tamta spadła w krzaki i zginęła. A drugie dziecko kochało foki.

Usiedli stolik za mną. Zawsze mogło być gorzej – mogło nie być stolika za mną i mogli zapytać, czy mogą się dosiąść.

– Bardzo mi przykro, ale mamy tu rezerwację – poinformowała rodziców kelnerka.

– Przepraszam bardzo – podszedł do mnie rodzic dwa, który niósł pierwsze dziecko. To nie był rodzic, któremu nie powinnam się wtrącać w wychowanie – Czy moglibyśmy się do pani dosiąść?

Było gorzej. Był stolik za mną, a oni i taki chcieli się dosiąść.

– Tak, jasne – mruknęłam niepewnie i wróciłam do jedzenia.

– Co zjecie? – zapytał rodzic dwa. Pierwsze dziecko powiedziało, że zje płatki z mlekiem. Drugie dziecko powiedziało, że zje pierwsze dziecko, jeżeli to nie odda mu foremki w kształcie foki. Rodzic dwa powiedział, że w takim razie przyniesie mu owsiankę. Drugie dziecko skrzywiło się i powiedziało, że jednak chce jajko na miękko. Rodzic jeden powiedział, że weźmie rodzicowi dwa kiełbaski. Rodzic dwa zapytał mnie czy mogłabym rzucić okiem na dzieci, które na pewno będą grzeczne. Nie umiejąc odmawiać, powiedziałam że nie ma sprawy.

– Oddawaj foremkę ty mały gnojku – szepnęło drugie dziecko do pierwszego dziecka. Sięgnęło ręką pod stół i wyrwało pierwszemu dziecku foremkę w kształcie foki. Zapytałam, czy mogą zrobić sobie przerwę i zacząć bić się, gryźć i obrzucać obelgami jak wrócą ich rodzice. Pierwsze dziecko zaczęło wyć. Drugie dziecko powiedziało, żebym się odwaliła, po czym rzuciło w pierwsze dziecko foremką w kształcie foki krzycząc, żeby zamknęło japę.

Wrócili rodzice. Pierwsze dziecko nie zamknęło japy. Rodzice zaczęli krzyczeć, bardzo możliwe, że też na mnie, a ja tylko próbowałam zjeść swoją jajecznicę.

Weszłam przed drzwi informujące mnie, że jest to wejście na basen dla gości hotelowych. Dwie osoby stały w kolejce przede mną. Starsza pani ubrana w szlafrok dostała zegarek do szafki, wzięła ręcznik i przeszła przez barierkę. Mężczyzna w kąpielówkach dostał zegarek do szafki i wziął dwa ręczniki.

– Przepraszam bardzo, ale bierzemy po jednym ręczniku. Za drugi jest dopłata w wysokości pięciu złotych – poinformowała go stojąca za ladą pani od ręczników.

– Dobrze, to proszę mi naliczyć na kartę – powiedział mężczyzna.

– Niestety, przyjmujemy jedynie płatności gotówką.

– Ale to przecież głupie, mam brać ze sobą gotówkę na basen? I co, chować ją w kąpielówkach? Przecież wszystko inne naliczacie na kartę, po to są te karty!

– Oczywiście! – warknęła pani od ręczników, jakby dawanie jednego ręcznika na osobę było jej życiową misją – Wszyscy chcieliby brać po pięć ręczników! A później dla innych nie ma, i inni wykłócają się, że nie ma! Ale proszę bardzo, bierz pan ile chcesz tych ręczników, w ogóle mnie to nie obchodzi – jej mina wskazywała jednak na coś zupełnie innego.

Mężczyzna w kąpielówkach wziął pięć ręczników i przeszedł przez barierkę.

– Niewyobrażalne! – fuknęła na mnie pani od ręczników – Przychodzą i jakieś wymagania, jeden ręcznik im nie starcza… – wzięła ode mnie kartę i zaczęła bardzo powoli synchronizować ją z zegarkiem do szatni. Bardzo, bardzo powoli, cały czas mówiąc – Ja nie wiem co oni z tymi ręcznikami robią… A później masa tego zostaje na basenie i kto je musi zbierać? Ja je muszę zbierać! – podała mi zegarek do szafki – A pani ile chce ręczników, osiem?!

– Jeden wystarczy – wzięłam szybko ręcznik i uciekłam przez barierkę. Głos pani od ręczników dalej odbijał się od ścian. Nigdy więcej jej nie widziałam. Może przenieśli ją do pilnowania ilości ręczników wkładanych do pralek.

Usiadłam na jednym z ostatnich wolnych leżaków. Z głośników leciała muzyka, jakieś wakacyjne kawałki. Pożałowałam, że nie wzięłam słuchawek.

– Tak kochanie, jak będziemy w miasteczku, to kupimy nowe foremki – Usłyszałam głos zza pleców. Teraz jeszcze bardziej pożałowałam, że nie wzięłam słuchawek. Wstałam, rozpędziłam się i wskoczyłam na główkę do basenu.

Wynurzyłam się z wody. Drugie dziecko chlapało pierwsze dziecko polewając je wodą nabraną w foremkę w kształcie foki, a pierwsze dziecko krzyczało. Zaczęłam poważnie się zastanawiać, czy aby na pewno nie jestem w ukrytej kamerze.

Był ciepły wieczór. Stałam na balkonie w absolutnej ciszy i podziwiałam mój widok na jezioro. Przełożyłam wiaderko, które kupiłam wcześniej w miasteczku przez balkon i zapukałam w okno, po czym schowałam się w swoim pokoju.

– Dzieciaki! Chodźcie tu szybko – zawołał rodzic – Chyba przyszedł do was święty Mikołaj!

Tylko dlaczego w środku lata i dlaczego za moje pieniądze, pomyślałam. Ale okej, jeśli dzięki temu uda mi się kupić choć pięć dni spokoju, to może mi nawet wyrosnąć broda i zacznę ubierać się na czerwono.

Usłyszałam dwie pary biegnących stóp. A po tym przeraźliwy płacz.

– Mikołaj miał mi przynieść tableta! Nienawidzę foremek do piasku! Bawienie się w piasku jest głupie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Previous post Kto uwięził Bellę w wiązie?
Next post Stara panna z Poitiers