Jak smakuje Bawaria

Więc jestem trzeci dzień w tej Bawarii i jedzenie jest naprawdę paskudne. Wszystko pływa w tłuszczu i piwie, przysięgam – nawet brokuły polewają zasmażką. Do tego robią kule z chleba i mleka moczone w golonkowym sosie i uważają to za przysmak. Chory niemiecki przysmak, ble.

Trzecia kolacja, idzie przystawka. Patrzę – carpaccio z pieczonej wołowiny, z parmezanem i rukolą, doprawione octem balsamicznym. Z niemałym zaskoczeniem, myślę sobie – łał, jest nadzieja.

Czas na zupę. Ravioli ze szpinakiem w bulionie przyprawionym świeżą pietruszką. No pycha.

Drugie danie – co to będzie, co to będzie? Łosoś? Zacieram ręce z niecierpliwością. Strasznie zjadłabym łososia. A może kurczak przygotowny na jakiś fantazyjny sposób. Tak, myślę, że coś w tym stylu.

I wtedy go wnieśli.

Wielki półmisek wypełniony po brzegi golonką i kiełbasą, w cebuli i tłuszczu, z kulkami chlebowymi po jednej stronie i galaretowatymi ziemniakami po drugiej.

Cholesterol skoczył mi na samo spojrzenie. Napiłam się łyka piwa i z westchnięciem sięgnęłam po pływającą w maśle kiełbaskę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Previous post Laureen na gigancie
Next post Jeepem na zachód

O mnie

Cześć, jestem Ania i zdarzają mi się rzeczy. A ja o tych rzeczach piszę. Czasem coś nazmyślam, żeby nie było nudy. W wolnych chwilach trwonię grube miliony w Monopoly i popijam gin.

Najnowsze komentarze

    Kategorie