Kontrola domofonu

Trr trr. Trr trr. Trr trr.

Cholerny domofon.

Nie miałam szczęścia do domofonów. Kiedy byłam dzieciakiem rodzice zawsze kazali mi go odbierać. W końcu byłam najmłodsza. A później jak mój młodszy brat był najmłodszy to był za młody, żeby odbierać domofon, więc dalej robiłam to ja. 

I zawsze napatoczył się ktoś dziwaczny. Albo Jehowi, ględzący o końcu świata. Albo koledzy taty chcieli na niego poczekać i trzeba im było robić kawę i oglądać zdjęcia ich najzdolniejszych na świecie dzieci. Albo ktoś chciał pieniędzy za najnowszej generacji odkurzacz, który na domiar złego zamierzał mi w tej właśnie chwili zaprezentować. Albo ktoś chciał pieniędzy na chore dziecko. Albo ktoś po prostu chciał pieniędzy.

Raz oglądałam ‘Zawód: Gliniarz’, odcinek o gwałcicielach przebierających się za policjantów. I wtedy zadzwonił domofon i pod bramką stali policjanci. 

To był pierwszy raz kiedy nie odebrałam domofonu. Tak bardzo nie chciałam żeby mnie zauważyli, że najpierw poruszyłam firanką, a później uderzyłam słuchawką o okno. Oczywiście, żeby tego nie zobaczyć musieliby być ślepi, albo rozproszeni przez niedźwiedzia grizzly, więc dalej stali pod bramką i dzwonili. I dzwonili. I dzwonili. Aż przestali dzwonić i poszli. 

Wtedy z kolei pomyślałam, że to musieli być prawdziwi policjanci i za to, że ich nie wpuściłam na pewno zamkną mnie w poprawczaku. 

Trzeba było odebrać domofon.

Kiedy jednak mnie nie zamknęli, zamieszkałam sama i znowu odbierałam domofon. 

Jehowi chyba przenieśli się za mną, bo dalej świat nią miał się kończyć. Dalej ktoś tam czasem chciał pieniędzy. Koledzy taty na szczęście dalej przychodzili do taty. A policji nie było, ale czasem zjawiał się ksiądz po kolędzie, więc wcale nie lepiej.

A ja dalej odbierałam domofon. I raz zadzwoniła taka pani.

– Dzień dobry! Proszę mnie wpuścić! – krzyknęła przez słuchawkę.

Wrodzona uprzejmość kazała mi jej otworzyć. Pewnie to jakaś sąsiadka. Albo koleżanka sąsiadki. Ale pomyślałam sobie ‘Hola hola!’ Nie znam tej pani, równie dobrze może być złodziejem. Albo sprzedawcą odkurzaczy.

A, że strasznie nie lubiłam prezentacji, zapytałam:

– Dlaczego?

– To chyba oczywiste, bo wybrałam zły numer! Proszę NATYCHMIAST mnie wpuścić! – wykrzyczała oburzona.

– To proszę wybrać dobry – trzasnęłam słuchawką.

O nie, pomyślałam. Ostatni raz odebrałam domofon. W końcu znajomi zawsze się zapowiadali, kurierzy i dostawcy żarcia zawsze się zapowiadali, Jehowi i ksiądz po kolędzie niech sobie ględzą do kogoś innego, a resztę mam w dupie. 

Jeśli więc zadzwoni, będę udawać, że nic nie dzwoni.

Trr trr. Trr trr. Trr trr.

Zadrżały mi ręce. Nic nie dzwoni. 

Trr trr. Trr trr. Trr trr.

Pot spłynął mi po czole. Nic nie dzwoni. Nic nie dzwoni. NIC NIE DZWONI!

TRR TRR TRR!!!

– Halo? – powiedziałam do słuchawki.

– Dzień dobry – usłyszałam miły męski głos – Kontrola domofonu. Proszę wcisnąć przycisk numer jeden.

Otwieranie bramy? pomyślałam. No spoko. Jaki miły pan. Wcisnęłam przycisk numer jeden.

– Dziękuję. Proszę wcisnąć przycisk numer dwa.

Wzywanie windy? Okej. Czego ja właściwie się bałam? Wcisnęłam przycisk numer dwa.

– Dziękuję. Proszę wcisnąć przycisk główny.

Bez zastanowienia wcisnęłam przycisk otwierający klatkę. Słuchawką domofonu trzasnęła. Pot spłynął mi po czole. To chyba nie był sprzedawca odkurzaczy.

To był na naprawdę ostatni raz kiedy odebrałam domofon.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Previous post Przebłysk geniuszu
Next post Najgorsza delegacja ever