Obudziłam się w Polsce

Tu szaleje pandemia, tam szykują przymusowe szczepienia, ludzie nie przestali katować zwierząt, nie mogę iść na piwo, a Pink zwymiotował mi na dywan. I jakby tego było mało zza winkla kukają na mnie państwo w togach i mówią: Hola hola panienko, postanowiliśmy zabrać ci trochę wolności, bo tak jakby… już wystarczy.

No kurwa nie. Pała się przegła – wychodzę z domu.

No więc przyszłam na ten protest i kazałam im wypierdalać. Markowi, Jarkowi, Krzyśkowi, Kai i ***owi. Marek nie wyjrzał przez okno, pewnie chłop bał się, że dostanie jajem w łepetynę i nie będzie mu pasowało do czarnej kiecki. Albo jadł swojego pysznego kotlecika z kapustą – w końcu była niedziela.

Dowiedziałam się też, że Krzysiek ma małego siurka, a Jarek nie myje dupy. Nie zdziwiły mnie te informacje.

Potem kazałam im wypieralać jeszcze trochę. Postaliśmy tam chwilę, policja chciała zagłuszyć nas megafonem. Mówili o maseczkach i odległościach – no Ameryki tego dnia panowie policjanci nie odryliście. Może następnym razem.

Przy filharmonii czekali na nas prolajferzy. Pięciu ich było, wszyscy z wąsem dziewicy. Ale mieli transparent z martwym płodem i głośny megafon. Można było pomyśleć 2 – 0 dla nich. No cóż, nasze głosy były głośniejsze. I transparentów też mieliśmy więcej. Jakieś tysiąc razy więcej.

Znałam kiedyś jednego prolajfera, przychodził do mojej koleżanki z pokoju. Mieszkałam wtedy w akademiku. Pewnego dnia chciał, żebym szła z nim pikietować. Chyba za bardzo nie miał kogo zaprosić. Powiedział, że mogę sobie wybrać transparent. Nie chciałam mu robić przykrości, więc powiedziałam, że to bardzo miło z jego strony, ale chyba go popierdoliło. Ciekawe czy też tam stał. To by znaczyło że znalazł czterech kolegów.

Policjanci cały czas stali i patrzyli. Zastanawiałam się czy oni to robią bo muszą, czy oni to robią, bo chcą. Dzień później kilku dołączyło się do marszów, więc odpowiedź znalazła się sama.

Kiedy byliśmy na rynku, zaczęły się przemowy. Było dużo klaskania i krzyczenia. Z głośników leciała Arahja. Jakiś kretyn zapalił racę, ale zwyzywaliśmy go od narodowców to zgasił.

W międzyczasie zobaczyłam, że Janusz znowu pierdoli na Twitterze. Nie powiem, żeby mnie to szczególnie zszokowało ot, dziadek znów dorwał się do komputera. Powinniście go lepiej pilnować panowie psychiatrzy.

Później niejaki Radek, kolega Przemka stwierdził, że chciałby abym poznała swoje miejsce w szeregu. Dzięki Radek, rzeczywiście ostatnio w Biedrze mogłam przepuścić tamtą panią która miała tylko pomidory i bułki, a ja cały koszyk zakupów.

Agata z kolei wstawiła swoje wesołe zdjęcie i przywitała się ze wszystkimi w tym pięknym dniu. Prawie jak Maria Antonina jedząca ciastka w swoim pałacu, pod którym głodny lud domaga się chleba. Nie żeby coś, ale chyba wszyscy wiemy co stało się z Marią Antoniną. A nie miała dziewczyna Twittera, żeby chwalić się fotkami.

Staliśmy z wieszakami, parasolami i transparentami i kazaliśmy im wszystkim wypierdalać po raz kolejny. Jestem zdziwiona, że jeszcze nie wypierdolili, ale nie mnie oceniac, może są kiepscy w pakowaniu.

Można by było nawet powiedzieć, że fajnie tak wreszcie poczuć z kimś jedność i dowiedzieć się, że są inni ludzie, którzy mają dokładnie takie samo zdanie jak ja. Gdyby nie fakt, że okoliczności były tak dramatyczne.

A w telewizji, za którą płacę choć nie chcę pewnie i tak powiedzą, że na protest przyszła setka osób. A może pokażą trójgłowego węża? Ale jak to pięknie podsumował nieznany mi kolega z Instagrama:

‘Na górze róże,
na dole akacje,
***** ***
i Konfederację.’

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Previous post Trzy fotografie Tary
Next post Laureen na gigancie